Jeszcze wszystko szare i suche i tylko między tymi chropowatymi pniami czasem radośnie wyłoni się cytrynek, a trzaskanie patyków pod butami zagłuszy przejmujące wołanie żurawi. Jeszcze chwila, a te stojące na rowach i miedzach samotne drzewa owocowe zabielą przestrzeń. Powoli coraz bardziej zielone zrobią się zagony czarnej, mokrej ziemi, a ptaki będą nawoływać się ile sił w gardłach. Przy drogach pojawi się podbiał, a z wilgotnej ziemi pokażą się drobne białe stokrotki. Już teraz, choć jeszcze gałęzie gołe co najwyżej z delikatnymi zielonymi pączkami, pachnie delikatnie czeremchą, która za tydzień lub dwa będzie sypać się na głowę i dławić w gardle nieziemsko słodkim zapachem. I nogi będą się uginać od tego nadmiaru zapachów, ptasich treli, że zamiast przemierzać leśne szlaki chętniej położyłby się człowiek w tych upojnych i rozgrzanych od słońca chwilach, i pozwolił się głaskach po włosach tym delikatnym promykom. Ciało coraz bardziej staje się ciężkie, a w ...
Sierpień zawsze przychodził późniejszym porankiem i polami, na których jeżyło się ściernisko. Teraz można było już bezkarnie biegać po tych rozległych połaciach, na które wcześniej, gdy jeszcze żółciło się zboże, był wstęp wzbroniony. Odkrywanie świata na ściernisku skutkowało zawsze w dzieciństwie bolesnymi ranami, czasem aż po kolana, ale trzeba było przejść ten chrzest bojowy, żeby na własnej skórze sprawdzić, jak swawola boli. Wieczorem więc już nie tylko ukurzonym i upoconym, ale także z krwawymi ranami wracało się do domu, aby bezkarnie rzucić się na pościel, bo i tak przecież nikt nie pilnował i nie ganił dziecka za to, że śpi głębokim snem w pościelach z brudnymi stopami. A przecież ono cały dzień walczyło! Oj Gorzka to tak lubiła zadawać sobie rany, im bardziej bolało, tym lepiej, przecież z wojny zawsze wraca się z ranami. Co tam krwawe rany na stopach, obdarte kolana, gwóźdź w nodze, psie kły na łydce, potargane włosy czy ślad po kocich pazurach na buzi - przecież udało...