Przejdź do głównej zawartości

Posty

Smutno mi, Boże...

Smutno mi, Boże! Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą; Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
Gwiazdę ognistą… 
(J. Słowacki)


 Miało nie być już Mrs. Gorzkiej, a Gorzka nie może się ze sobą rozstać. Nie może jeszcze postawić grubej, czarnej kreski, bo za nią wlecze się długim, ciężkim ogonem sprawa zawieszona. I tak by chciała Gorzka podskoczyć i ją złapać. I poczuć ją w dłoniach, przyjrzeć jej się dokładnie, wygłaskać, żeby już tak nie dokuczała, żeby nie wisiła jej nad głową. Ale jest za mała. Zadziera tylko głowę do góry i patrzy jak wisi. Może sobie podskakiwać jak kot do zabawki, wyciągać rękę, ale nawet jak podstawi krzesło, to ktoś niefrasobliwy podnosi ją znów do góry. I patrzy tak na nią raz obojętnie, raz ze złośliwym uśmieszkiem, to potem znów w głębokim rozczuleniu, a czasem zapomina o tym, że tam coś wisi, ale na krótko, bo potem ma wrażenie, że sprawa wzięła ostry szpikulec i dźga ją lekko gdzie popadnie lub szturcha gwałtownie za karę, że o niej zapomnia…
Najnowsze posty

Mój ci on

Zmęczył się i siedzi teraz spokojny. Przez chwilę. Złoty łańcuch z doszczętnie wygryzionym jednym końcem zwisa smętnie z choinki, a brokatowy renifer dynda z odgryzionym  uchem. Nie wiadomo kto i dlaczego wciągnął poduszkę pod choinkę, ale najpewniej on, bo trzyma ją dwoma łapami i nie pozwala zabrać jej z powrotem. Podłoga przykryta jest pachnącymi jeszcze zielonym igiełkami, które nie są w stanie utrzymać się pod naporem kociej siły i osypują się z dnia na dzień coraz intensywniej. Kocie zapasy wyrwały Mrs. Gorzką z zadumy, nie mogła już dłużej udawać, że nie widzi, co się dzieje, przymykać oka na zrzucane łapkami ozdoby i cukierki, bo kocie pazury próbowały sięgnąć w końcu wyżej, bo po szklaną, niebieską bombkę. A na środku pokoju dumnie leżała zielona hiszpańska oliwka, którą spokojniejszy kot upolował w sam środek sylwestra i nie chciał jej w żaden sposób oddać, tylko chował się warcząc co rusz z nią pod komodę. Jeszcze go Gorzka takiego szczęśliwego i dumnego nie widziała. Może …

... a jednak podsumowanie

A miało być podsumowanie. Już wczoraj Mrs. Gorzka zaplanowała, że zajrzy w te swoje czeluście   i może nabierze w końcu dystansu do siebie. Zaczęła ładnie od stycznia (oczywiście tego roku, bo głębiej nie była w stanie sięgnąć) i na dwóch pierwszych wpisach zakończyła. Nie miała dość siły, żeby siebie więcej czytać. Bo wpisy z początku roku wydały się jej jaśniejsze, weselsze i tak się pokłóciły z jej obecnym stanem duszy, że poczuła się, jakby nie o sobie czytała, tylko o kimś innym. Tak jej się zdało, że od lata było coraz gorzej i jest, że poza grudniowym piecem, w którym hula ogień, są braki ciepła i światła, że wpisy Gorzka robiła na siłę, żeby tylko udowodnić sobie, że ona nie jest cienki bolek, że ona sobie ze wszystkim świetnie radzi. Że nikt jak ona nie potrafi oswajać potwora, bo gdy rano wstaje z łóżka, nie boi się, że jakieś kły spod łóżka złapią ją za kostkę i będą próbowały odgryźć stopę, albo w lesie na bagnach wcale nie odwraca się szybko za siebie przy lada szmerze, …