Przejdź do głównej zawartości

Posty

C8-H11-N

Połączy ich miłość do grobowej deski. Kto o czymś takim nie marzył? Jej dłoń w czarnej rękawiczce (a bo tak) zastygnie na jego delikatnej (on też może mieć delikatną) dłoni i cały świat w jednej chwili się zatrzyma. Obróci się w pył. A miłość będzie wiecznie trwać. I szczep głogu przebije twardą, spopielałą ziemię na znak tej wiecznej miłości. Gdzie ona jest? Gdzie ta miłość romantyczna która staje na przekór wszystkiemu, gdzie ona jest? Skąd brać pożywkę do wiary w tę wyidealizowaną, nieziemską, jedyną na wieki? Kto dziś jeszcze czyta "Tristana i Izoldę" albo "Romea i Julię"?
Zamiast po taką książkę sięgnijmy po poradnik. W poradniku znajdziemy całą gamę podpowiedzi, jak znaleźć miłość, jak się zakochać, gdzie szukać, nawet co powiedzieć i jak się ubrać. Czy zapłacić za siebie na pierwszej randce, co zamówić do picia, czy w ogóle zamawiać coś do jedzenia, o czym rozmawiać, co powiedzieć o sobie. W tak trudnej dla nas chwili nie jesteśmy sami. Wystarczy wpisać has…
Najnowsze posty

Ruda

Zwinięta w kłębek spała z ogonem na nosie, ale nawet najmniejszy szmer powodował, że jej ciałko delikatnie drżało, a zamknięte oczy na chwilę się otwierały, by po sekundzie z powrotem powieki opadły na nieprzytomny, zaspany, wiewiórczy wzrok. W lesie w nocy bywało dość cicho. Tylko od czasu do czasu zdarzał się jakiś większy szmer lub świst. Czasem jakiś tupot lub pohukiwanie. I w ogóle czasem jeszcze jakieś dziwne, przytłumione odgłosy. Co je powodowało, skąd pochodziły, tego Kitka nie wie, bo w nocy nie wyściubiała nosa z dziupli. Przesypiała całą noc. Budził ją dopiero poranny śpiew ptaków i ciekawskie słoneczne promienie, które próbowały włazić podstępnie do dziupli i łaskotać ją w nos. Dziś zapowiadał się ciepły i przyjemny dzień. Kitka wyjrzała najpierw tylko samym pyszczkiem, ale gdy przekonała się, że nic dziwnego nie dzieje się w pobliżu, przechyliła całe ciało i chyżo zbiegła z drzewa wprost na piaszczystą drogę. Siadła wygodnie na środku, wiedziała, że teraz nic n…

Wieczorem

"Wieczorem było, wieczorem, Gdy zorza gasła nad borem. Dzienny ulatniał się skwar, Rosa nam spadła na głowy I zmierzchem dymił się jar, Jar kalinowy. "   (B. Leśmian)
 Wieczorem to było. Dom był pusty. A nawet jak ktoś był, to udawał, że go nie ma, nawet koty. Zrobiło się już ciemno i Mrs. Gorzka zabrała się za swoje niedokończone sprawy. Takiej pustki w głowie jak dzisiaj, to dawno nie miała. Czyżby to znak, że coś się jednak skończyło? Że Gorzka nie ma już żadnej niedokończonej sprawy?
Resztki tego domu znajdują się w lesie, przy samej drodze. Nic już prawie nie widać, bo leśne krzewy dziko wiją się między spróchniałymi, osmolonymi deskami, resztkami futryn z okien i drzwi. Tylko wymurowany czerwoną cegłą komin - zalążek każdego domu - stoi dumnie świecąc czarną jamą, w której widać jeszcze resztki sadzy. Jakby jeszcze wczoraj paliło się w tym piecu i ktoś się przy nim grzał późnym wieczorem wpatrując się w ciepłe płomienie, które właśnie odbijają się na ścianie i podłodze…

Z pamiętnika pewnej dziewczynki

Na śniadanie była tylko kromka chleba i mleko. Chleb można było podrobić i wrzucić do gorącego mleka, poczekać chwilę aż rozmięknie i dopiero wtedy zjeść. Można było trochę posolić, ale czy dziecko chciałoby solić? Może pocukrzyć, ale cukru prawie nigdy nie było. Robiła się z tego taka zupa mleczna. Taka namiastka corn flakesów. Lepsze to było od kaszy na mleku. Bo chleb był dobry. Bo zawsze piekła go mama. A najlepszy był, gdy go położyć na blasze, przypiec i posypać cukrem. Tylko tego cukru zawsze mało było. Ale to zwykle na kolację się jadało. Ewentualnie z masłem i ser. Trzeba było szybko uwinąć się z tym śniadaniem, bo droga do szkoły była daleka. Mama zawsze burczała pod nosem przerzucając fajerkami, bo słabo się paliło i tylko kątem oka obserwowała, czy śniadanie zjedzone czy nie. Długi pogrzebacz zawsze przywoływał ciarki na plecach, ale nigdy się tam nie oparł, choć czasem niewiele brakowało. 

 Akurat był czerwiec i ciepła, wilgotna wiosna. Do szkoły szło się polami, między ł…

Żółta łódź podwodna

Zażółciło się na majowych polach. Znów świat poraził Gorzką swoją radością. Wszystko stało się jasne i oczywiste. Nie pozostaje nic innego, jak otumanić się tym blaskiem, brać go ile się da, póki jest. Żółta łódź podwodna. Mrs. Gorzka nurza się w tych żółciach, powoli brodzi, węszy i nasłuchuje i tak by się położyła na środku tego pola i udawała, że nic nie musi, że nic nie ma, że jest tylko ona i to światło. A gdy zamknie oczy, to słyszy świerszcze. Maj odurza zapachem. Maj odurza szeptem świerszczy, które odzywają się dopiero po zmroku, choć może to wcale nie świerszcze. Może to ryby mają głos? Ale to jeszcze ta pora, że nawet nocą jest szmer i gwar przyrody.  Nie może Mrs. Gorzka wydusić z siebie słowa, ciężko jej złapać oddech, nie myśli, znów jej się wszystko poplątało, nie widać końca, trudno początek przywołać w pamięci. Czy w ogóle był jakiś początek? Znów za dużo pytań. Znów słabnie. Ciężko jej przebyć codzienną drogę, chociaż ta sama, to jakby wyjątkowo w górę, nogi jakby n…

To ci dopiero wieś

Trzeba było bardzo wcześnie wstać. Żeby nie było świadków. Żeby drzewa spowijał jeszcze świeży zapach porannych mgieł, które nie dążyły jeszcze poumykać przed pierwszymi mieszkańcami pędzącymi pieszo lub rowerem do pracy. Gdy powietrze jeszcze jest rześkie, ogromne krople rosy zwisają nieporuszone na ostatnim cienkim pajęczym włosku, żeby za kilka chwil spaść z brzękiem i rozlać się w małą nieforemną kałużę. Nie o takich kałużach jednak będzie. Te są znacznie większe i trwają nieprzerwanie od lat. Wystarczy zagłębić się nieco w przyrzeczne krzaki, zjechać w boczną ścieżkę, nie bać się wejść w uporczywe jeżyny. Tak, właśnie tam za tym grobem, tylko po lewej stronie. Tam są źródełka, które ktoś kiedyś Gorzkiej pokazał, zaprowadził i Gorzka teraz znów po tylu latach wdziera się tam ze swoim rowerem, żeby bezsensowna śmierć, nie była aż tak wielkim absurdem. Jakkolwiek życie wydawałoby się niejakie, okazuje się, że nigdy takie nie jest... Znów ten wielki rower plącze się w ostrych kolcach…