Przejdź do głównej zawartości

Pora na kochanie


     Jeszcze wszystko szare i suche i tylko między tymi chropowatymi pniami czasem radośnie wyłoni się cytrynek, a trzaskanie patyków pod butami zagłuszy przejmujące wołanie żurawi. Jeszcze chwila, a te stojące na rowach i miedzach samotne drzewa owocowe zabielą przestrzeń. Powoli coraz bardziej zielone zrobią się zagony czarnej, mokrej ziemi, a ptaki będą nawoływać się ile sił w gardłach. Przy drogach pojawi się podbiał, a z wilgotnej ziemi pokażą się drobne białe stokrotki. Już teraz, choć jeszcze gałęzie gołe co najwyżej z delikatnymi zielonymi pączkami, pachnie delikatnie czeremchą, która za tydzień lub dwa będzie sypać się na głowę i dławić w gardle nieziemsko słodkim zapachem. I nogi będą się uginać od tego nadmiaru zapachów, ptasich treli, że zamiast przemierzać leśne szlaki chętniej położyłby się człowiek w tych upojnych i rozgrzanych od słońca chwilach, i pozwolił się głaskach po włosach tym delikatnym promykom. Ciało coraz bardziej staje się ciężkie, a w nogach teraz dopiero czuć to całe kilkumiesięczne zabieganie. Co dziwne, krew zaczyna dudnić w żyłach, jakby dopiero teraz dostała więcej tlenu. I nie ma już człowiek na nic siły i tylko chęć na zabawę, śpiewanie, zakochanie... I dni stają się dłuższe, a wieczory cieplejsze. Nad wodą żaby dostojnie przeżywają swoje gody i w ogóle nie zwracają uwagi na wścibskich obserwatorów. I tylko patrzą tym swoim nieobecnym spojrzeniem na cały świat i wcale go nie widzą, bo przecież to pora na miłość upojną i czystą, a wszystko inne musi zaczekać. 









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zapadły Dół czyli lokalna legenda

Co zrobić, żeby historia była ciekawa? Żeby dajmy na to dwadzieścia parę oczu zwróciło się na ciebie w jednej chwili i zaczęło z zainteresowaniem słuchać? Żeby rozmowy cichły po trochu, a oczy zatrzymały się na jednym punkcie i tak już zostały?  Pewnie trzeba być przekonanym do tego, co się mówi i samemu w to wierzyć. Najważniejsze to być autentycznym. Jeśli ty w siebie uwierzysz, to inni też. Jeśli wierzysz w to, co mówisz, to cię usłyszą i co najwyżej uznają się za idiotę, ale wysłuchają. W obecnych czasach zawsze, wszędzie i na wszystko znajdziesz wytłumaczenie i gotową  receptę. Nie martw się, na pewno jesteś już zdiagnozowany, choć sam wcale o tym nie musisz wiedzieć. To już nie te czasy, gdy każda wieś lub miasto miały jakichś swoich lokalnych dziwaków, chorych, nieprzystosowanych,o których się szeptało i pokazywało palcami. Teraz wszyscy cierpimy na jakieś dziwaczne schorzenia, które sami sobie przypiszemy albo zrobią to za nas inni. To nie te czasy, gdy od ucha ...

Czym babcie straszyły dzieci

W wielkim starym lesie, w którym co drugie drzewo jest niebezpieczne i podgląda każdego nieświadomego niczego przechodnia, wydarzyła się historia, która jednym może wydawać się nieprawdziwa, a inni powiedzą, że to szczera prawda. Tak naprawdę to nie jest istotne, do której grupy się zaliczasz, historia i tak pozostanie historią i kiedyś umrze wraz z ostatnią osobą, która o niej usłyszała.  Dzieci często bawiły się lesie. Choćby z tego względu, że nikt z dorosłych nie widział i nie słyszał, czym tak naprawdę się zajmują. Tym samym w lesie czuły się dość swobodnie nie tylko w słowach, ale i zachowaniach. Lubiły las również dlatego, że w lesie czasami bywało strasznie. Oczywiście nie aż tak bardzo. Tak odrobinę, żeby po każdym powrocie do domu czuły jeszcze dreszczyk emocji w postaci ściskania w żołądku i lekkich ciarkach na plecach, które i tak szybko mijały wraz z ciepłą kolacją i słodką herbatą przy rodzinnym stole. Płomienie huczały pod fajerkami, z telewizora sączyła się bajka o ...

Co nocami puka w szyby

Dom był mały, ale i tak za dużo było w nim szaf, drzwi, łóżek, pod którymi nie wiadomo co się czai, dziwnych i ciemnych zakamarków, a przede wszystkim okien. I siłą rzeczy trzeba było zasypiać z głową schowaną pod kołdrą, żeby czasem nie usłyszeć jakiegoś dziwnego i trudnego do zidentyfikowania dźwięku, albo co gorsza, nocnego pukania w szybę. Szczególnie wtedy, gdy w wieku czterech czy pięciu lat trzeba było zasypiać całkiem samotnie. Właściwie nie ma się co dziwić babci i prababci, które chciały mieć w końcu święty spokój od marudzącego i płaczącego za rodzicami dziecka, więc gdy zakopało się w kołdry i nie było już go widać i słychać, to można było w końcu odetchnąć z ulgą i iść do siebie. Dziecko miało coraz mniejsze oczy, ale spać nie chciało, mało tego, jeszcze marudziło, pochlipywało i ciągnęło co rusz za fartuch, a jeszcze do tego nie chciało jeść mleka. Co tu z takim bachorem zrobić? Najlepiej postraszyć. Dlatego też, gdy już w ogóle nie chciało się uspokoić, a dorośli nie mog...