Krople padały miarowo na kartkę papieru, która tkwiła w połowie wsunięta pod laptopa, a w połowie wystawała i wisiała nad stolikiem. Z każdą kroplą obniżała się coraz bardziej, aż w końcu zrobiła się tak ciężka, że wisiała jak mokra szmata do podłogi. Nie łzy to jednak były, ale deszcz. Zamókł laptop zostawiony na letnim stole, zamokły wszystkie kartki papieru, które nosiły na sobie ślady atramentu rozmyte tym słonym deszczem, mokła czyjaś twarz i kosmyki włosów. Ktoś specjalnie wystawiał się i chodził pod drzewami, żeby ochłodzić się i z satysfakcją zmoczyć sobie wszystko, co się da. Ktoś odrzucił w bok kolorowy parasol i rozstawiwszy szeroko ręce próbował zagarnąć jak najwięcej tych ciepłych kropel, a nawet próbował łapać je ustami i smakował jak jakiś eliksir. Gorzkiej bluzka zrobiła się mokra i przykleiła do ciała. Sama nie wie już czy to był deszcz, czy łzy, czy może pot. Może dla jednych deszcz, a dla innych łzy. W kroplach zrobiło się chłodniej. M...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.