Każda wieś ma swoją wariatkę, nawiedzonego, czarownicę, wróżkę, pijaczka-filozofa, odludka, do którego strach się zbliżać, szaleńca, którego domostwo pieszo mijasz jak najszybciej się da w strachu, że znów wyzwie cię brzydko lub nie daj boże czymś cięższym rzuci w ciebie. I ta jedna wieś też miała taką swoją wariatkę, która mieszkała prawie na samiuteńkim końcu, mało więc tam ludzi przechodziło. Zresztą niechętnie też, bo zawsze coś do ciebie krzyczała, a lubiła zawsze siedzieć na ławce przed domem, a nawet przed płotem przy samej drodze. Nie wiadomo było, czy zatrzymać się i wdać w rozmowę, czy uśmiechnąć się i minąć, czy udawać, że w ogóle się nie widzi i nie słyszy, bo zawsze zaczynała krzyczeć głośniej i głośniej i wstawała z ławki i... i każdy zawsze był już daleko. Nikt jej po prostu nie rozumiał, no taka zwykła wariatka chyba nieszkodliwa. A wszystko to się zaczęło, gdy zmarł jej mąż, bo nie miała z kim rozmawiać i po pr...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.