Ja wiem, że to nie pora, że ktoś mi może za to głowę ukręcić, ale po co to przekładać? Nic na to nie poradzę, że polska, a może i europejska mentalność, lubi dmuchać na zimne i wokół słyszy się tylko: nie wywołuj wilka z lasu, albo: nie dopisuj czarnych scenariuszy, jeśli nie chcesz ich w swoim życiu, bo czarnowidztwo to jakby życzenie sobie tych właśnie nieprzyjemnych rzeczy. Ale ponieważ swój charakter określiłabym raczej jako mniej optymistyczny, a bardziej może melancholijny z dużą dozą realizmu, bo w rzeczywistości przyszło mi żyć, powiem, albo może postąpię jak to bywa w Japonii i wyobrażę sobie, a nawet celowo wykopię z dawno już zarośniętej ziemi, historię powiedziałabym w obecnej sytuacji, żywą jak rtęć. By oswoić i przypomnieć, że to nic nowego. Przy piaszczystej drodze, która w tej chwili przypominała jedno wielkie bagno i żeby ją przejść, trzeba było samym skrajem iść, stały małe wiejskie chałupki. Z jednej czy z dwóch unosiła się delikatna strużka biało-niebieski...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.