Dziś będzie strasznie tendencyjnie, więc proszę z dużym przymrużeniem oka. Kto czytał "Dekameron", ten wie, o co chodzi. Nie takie rzeczy zresztą zdarzały się na tym blogu, Gorzka musi odpocząć troszkę. Miała na sobie tę sukienkę. No właśnie tę sukienkę. Na cienkich ramiączkach i dopasowaną w pasie, że każdy kto patrzył, to zatrzymywał wzrok właśnie w tym jednym miejscu – tam gdzie kończyły się albo zaczynały ( to już zależy, co kto woli) – wcale nie takie małe, białe guziki. To z pewnością mógł stwierdzić, że by sobie z nimi poradził. I to już było bardzo wiele, bo ona z tymi guzikami usiadła akurat przy nim, a dół sukienka miała rozkloszowany i jak siadała, to jej tak ładnie spływała po bokach, że akurat smukłe łydki było widać i jeszcze kawałek uda. Wejrzała mu głęboko w oczy tymi swoimi brązowymi i zamrugała niewinnie jak dziecko, ale może mu się tylko przewidziało. Nad górną wargą miała kropkę z truskawkowego loda, którego właśnie zjadła. Taką samą krop...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.