A na wsiach w czerwcu i lipcu była najlepsza zabawa, kiedy to można było, albo raczej nie można było, drążyć labirynty w dojrzewających zbożach. Na takim polu było się zupełnie samotnie, nad głową miało się błękitne niebo bez jednej chmury, a pod sukienką polne pająki i inne robaczki. Zielone ściany wokół zamykały szczelnie wszelkie najmniejsze nawet dróżki, że nawet jakby ktoś chciał się znaleźć na tym polu, to było to prawie niemożliwe. Dopiero przypadkiem w całkowitej ciszy można było usłyszeć czyjś cichy oddech całkiem obok. Tylko tutaj można było się ukryć całkiem przed ludzkim wzrokiem i robić, co tylko się podoba. A historie z tych rozpalonych słońcem łanów były równie gorące co samo lipcowe słońce. Ale niektóre były też straszne. Podobno nie było można zasypiać w tym zbożu, bo potem człowiek mógł się już nie obudzić. Babcie przestrzegały przed "żytnią babą", która mogła pomieszać w głowie do tego stopnia, że już nie trafiało się do domu, a mniejsze dzieci za...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.