Wszystko nagle zrobiło się zielone, a z krzewów zaczęły zwisać tłuste kiści bzów, czeremchy i kto wie, czego tam jeszcze. Wszystkie jednak były ciężkie, słodkie i upojne, że już od samego zapachu nogi się uginały pod człowiekiem. Zaczęły rozczulać zajęcze uszy wśród wysokich traw i drobne ptaki dźwigające w dziobach olbrzymie puchy i trawy, z którymi wzbijały się szybko i lekko. Potem nagle przyszedł mróz i gdy Gorzka wyszła wcześnie rano, to nagle wszystko było jakby mniejsze, skromniejsze i cicho przepraszało, że jeszcze wczoraj było takie odważne i nachalne. Ziemia zrobiła się skostniała i przestała parować. Ale to tylko na chwilę, bo minął zaledwie dzień i wszystko na powrót zrobiło się ciepłe, miękkie, świetliste i soczyste. A nad polami pojawiła się tęcza. Trawy skrzyły się w zachodzącym słońcu, a ona sobie przypomniała, że nie wzięła aparatu, bo nie miała siły wchodzić po schodach na górę. Może jeszcze nadarzy się inna okazja. Przyjdzie inny, cieplejszy poranek i jeszcze bardzie...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.