Mrs. Gorzka jest chora. Zmaga się od roku z bliżej niezidentyfikowaną infekcją. Nie może oddawać krwi. Za każdym razem biorą tylko jedną strzykawkę do zbadania, a ona by chciała pół litra. I za każdym razem to samo. Ten sam wynik. Najpewniej Mrs. Gorzka ma alergię, tylko jeszcze nie wie na co. Co prawda kaszle od czasu do czasu, no ale przecież wiadomo dlaczego. No już taki jej urok osobisty. I te pół litra krwi strasznie jej ciąży. Bo ona by chciała, żeby tak spowolnić, ociężałą się nieco zrobić, może flegmatyczną, żeby tak jej sił brakło i nie musiała myśleć. Choć na chwilę. I myśli, że te pół litra coś zmieni, a tu od roku jak na złość ani mililitra więcej. No przecież upuszczano czasem krew, gdy naszła taka potrzeba... Mrs. Gorzka jest przecież w takiej potrzebie, ale oni nie chcą i już. I zaczyna się już od rana. Ta krew jak szalona w tych niebieskich żyłach. Wte i wewte. Od najmniejszego palca u nogi, do najdłuższego, czarnego włosa na głowie...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.