W czasie gdy wszyscy stękają na pogodę, no bo teraz - 10 na koniec lutego, jak tu już wiosnę było czuć, do tego zupełnie bez śniegu, no bo te szare zmarznięte grudy i kilka suchych płatków w powietrzu to przecież nie śnieg i uciekają w domowe, cieplutkie pielesze, Gorzka wyłazi. Zakłada kurtkę, buty zimowe, szalik jakiś też się znalazł i czapka i wychodzi. Na swoje bagna oczywiście. A tam ani widu ani słychu. To chyba jedyna pora, kiedy nie spotyka się tu ludzi. Tylko Gorzką smarkająca i okutaną szalikami. Nawet biegający znajomy gdzieś się zapodział, a pan od kontrowersyjnych artykułów rower zamienił na mikrofon i biega teraz, ale po mieście. Ciężko jej odbierać tę pustkę wszystkimi zmysłami, bo kaptur i szalik robi swoje, a ona, jeszcze zatopiona w tych swoich myślach nieuczesanych, zakres widzenia ma bardzo ograniczony, uszy przysłonięte, ręce w kieszeniach, od czasu do czasu tylko gwałtownie obejrzy się za siebie, czy ktoś z nożem...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.