Zrobiło się ciemno. Ciepło z całego dnia osiadało teraz już chłodne na czym tylko się dało. Zimny i nieprzyjemny zrobił się rower, lodowaty był księżyc w pełni, który upiornie prześwitywał przez rzeczne wierzby, a płynąca woda szeleściła złowrogo. O tym, co dyszało w trzcinach i tatarakach, Gorzka nawet nie wspomni, bo przez chwilę miała wrażenie, że majaczący przed nią most gdzieś zniknie, a zostanie tylko ona w tej trupiobladej mgle, która osiadła już naprawdę wszędzie, a pod nogami będzie robiło się coraz głębiej i zimniej, ale jakoś trzeba przecież będzie przebyć tę cholerną rzekę. No chyba że za chwilę wyłoni się z tej mgły nie mniej upiorny od księżyca przewoźnik, który powoli przybije do brzegu, ustawi odpowiednio łódź i zaprosi do środka. W tej łodzi na środku rzeki mgły przykleją się już zupełnie, włosy Gorzkiej zrobią się mokre, na czole wystąpią krople potu z zimna albo ze strachu. To jest ten most, czy go nie ma? Coś tam jednak majaczy w tych mącznych oparach, coś ś...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.