Nie słychać już teraz przeraźliwych żurawich wrzasków, ale każdemu krokowi Gorzkiej towarzyszy bąk. (Tak go sobie Gorzka nazwała.) Niezwykle namiętnie odzywa się przez cały bagienny odcinek ten pewnie maleńki ptaszek lub owad (Gorzka nie wie), bo głosik jego delikatny jak u trzmiela owada, tylko dużo bardziej głośny, bo słychać go z daleka i nie jest to na pewno czapla-bąk, to zdecydowanie coś mniejszego. Ostatnio dołączyła do tego jeszcze kukułka. I tu uwaga!: Gorzka była sprytniejsza i szybsza, bo zdążyła poupychać po kieszeniach złotówki i centy, co by cały rok nie chodzić z pustym portfelem.
Marsz Gorzkiej nieco się wydłużył, bo zeszła jeszcze zajrzeć we wszystkie stojące bajorka, czy to już. Niestety nie. Nie było nigdzie ani jednej, ani nawet kawałka. Nie było też jeszcze nic słychać. Ropuch i żab jeszcze nie ma. W ciągu tygodnia muszą się pojawić, no chyba że się wyniosły. Ziemia już ciepła i miękka, już muchy latać zaczynają, a one śpią. Nie dziw też, że i bociana nie ma, bo co będzie jadł?
Na bagnach Mrs. Gorzką dopadł deszcz z burzy. Musiała szybko uciec pod most, a tam wystraszyła całą watahę psów. Myślała, że jest tylko jeden, weszła więc ostrożnie, a tam cała gromada. Popatrzyły na Gorzką, ale popatrzyły ze strachem, a potem odezwał się w nich gniew. Wynocha, wołały, to nasze miejsce i patrzyły niechętnie. Po co ty tu do nas, my chcemy dla siebie tylko tyle, idź stąd! Podniosły się na cienkich jak zapałki łapach i zaczęły do Gorzkiej się zbliżać. Z brudnych i lichych futer unosił się kurz, szczekały. Gorzka nie bardzo wiedziała, co zrobić. Uciekać przed taką grandą psów różnej maści i wielkości, chyba nie miało sensu, zresztą gdzie? Jedną ręką sięgnęła po aparat, a wtedy one wszystkie zniknęły. W jednej sekundzie. Gorzka rozgościła się więc na ich włościach i przeczekała największą ulewę. Przez ten cały czas nie pojawił się już ani jeden. Gdy przestało padać, Gorzka ruszyła do domu i pomyślała sobie o swoich psach, które też tak niegdyś musiały koczować. A no przecież tak, nadchodzi pora pozbywania się szczeniaków, które już się za duże zrobiły, albo tych starych, które się dużo za stare zrobiły, można więc je w taki bagienny, psi raj wywieźć, gdzie będą długo i szczęśliwie żywić się żabami.
A ja ropuchę już widziałam. Chyba z ropuchem na plecach. Nie wnikam w to, co robili
OdpowiedzUsuńw ten sposób.
Co do psów miałoby się ochoty ich właścicieli w bagnie wymoczyć. Oby się żywili żabami, ale żab zdecydowanie szkoda.