Przejdź do głównej zawartości

Posty

Choć cię miłuję, to cię nie pojmuję

To trochę tak, że ja cię kocham, a ty śpisz lub na odwrót. Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus podobno... Jakkolwiek by nie było jedno i drugie tłucze głową w ścianę, tylko nie wie zupełnie w jakim celu. Co prawda Mrs. Gorzka ma własną opinię na ten temat, ale nie czuje się na tyle autorytetem, żeby w ogóle w tym temacie dyskutować. A na pewno już nie będzie dywagować nad różnicami fizjologicznymi w mózgu. W ogóle ona wielu rzeczy nie rozumie i to się chyba zupełnie nie zmieni. Bo żeby zrozumieć czyjeś zachowanie, trzeba najpierw zrozumieć swoje. A jak tu wytłumaczyć swoje bzdurne zachowanie, kiedy uważa się je za całkiem słuszne? Albo nawet nie za słuszne, ale zupełnie bez znaczenia. Świat męsko-damski ma jednak to do siebie, że lubi się kręcić wokół spraw zupełnie bezsensownych, a sprawy istotne schodzą na plan dalszy, albo w ogóle udaje się, że ich nie ma. A to z życia robi jakiś okropny tor przeszkód, coś w stylu biegania z woreczkiem ryżu na głowie po sali gimnastycznej z...

Zielenica z Trzęsacza

Jeśli można w jednej legendzie zamknąć historię całej wioski na nawet miasteczka, to miało to na pewno miejsce w Trzęsaczu. Zupełnie nie wiem, jak się żyje nad morzem, bo nigdy tam nie mieszkałam, ale kiedyś, w czasach, gdy nie było ani ulic ani deptaków, przez które dzisiaj przemierzają miliony znudzonych turystów, morze było jeszcze większe i potężniejsze. Ludzie zupełnie nie wiedzieli, jak sobie z nim radzić, więc gdy nadchodziła pora przypływu, błagali różne bóstwa o ratunek przed tym potężnym wodnym żywiołem. O dziwo bóstwa wysłuchiwały tych szczerych modlitw i mieszkańcy wioski żyli dość spokojnie i radośnie. Myśliwi polowali w okolicznych lasach, rolnicy uprawiali zboża, owoce i warzywa, a rybacy łowili ryby, których było w tamtych czasach pod dostatkiem. Chwile na łodziach rybakom umilały swoim śpiewem Zielenice, które zamieszkiwały razem z rybami podwodne krainy. Zamiast nóg miały rybi ogon, czarne kręcone włosy o zielonkawym połysku, oczy o nieokreślonym kolorze i pi...

Ząb czasu

Nadgryzione, połamane, przeżute... nie nie, może trochę inaczej, zmurszałe, wytarte, ogołocone... To też trochę nie tak. Jedyne co pasuje to właśnie ząb czasu. Ząb, zębisko, ale na pewno nie ząbek. To coś jest już duże i daje o sobie znać od czasu do czasu, w zależności od tego (kurczę, znowu się powtórzę), ile czasu ma Gorzka wolnego. Za dużo to go nie jest, ale czasem się zdarzają chwile i minuty, że znowu myśli do kupy i przypadkiem lusterko w rękę weźmie. Ciekawe czy męska siwizna i łysizna, szczególnie na czubku głowy, jest równoznaczna z kobiecymi zmarszczkami w okolicach oczu i okropnymi sińcami nie wiadomo od czego? Aha, i jeszcze z obwisłą skórą w okolicach bioder. No może nie aż tak obwisłą, nie będzie Gorzka robić z siebie okropnego straszydła, ale jednak już zdecydowanie inną niż dwadzieścia lat temu. Najgorsze z tego wszystkiego jest jednak to, że ten ząb gryzie. Podgryza znienacka. Okropny jest. Ale jak już przebijamy, to jest jeszcze coś gorszego - aż strach pomyśleć, c...

Bigos

Dawno cię tu Gorzka nie było. A za oknem burza, chyba pierwsza taka w tym roku. Silny wiatr zerwał resztę kwiatów z surfinii, rozrzucił nadmiar plastikowych butelek z nie domykającego się kosza i przewrócił konewkę. I na tym burza się skończyła. W oddali gdzieś tam jeszcze zamruczały chmury z niewyraźnym błyskiem, ale wiatr przepadł jak kamień w wodę. Przestały się nawet kołysać niebieskie klamerki na sznurku. Ciemno już jednak było, żeby wyjść. Myśli więc jakieś niepozbierane wylazły z każdego kąta, o których mrs. Gorzka już dawno chyba zapomniała, ale one i tak wylazły. Za dużo ich zdecydowanie, oblazły Gorzką jak jakieś robactwo komary natrętne czy mrówki, kiedy niepostrzeżenie weszło się w ich mrowisko. Ale czasem nie da się uniknąć wejścia w mrowisko. Za bardzo człowiek zamyślony chodzi, może też i tam, gdzie nie powinien.  Czasem bywa się tam, gdzie się wcale nie chce, czasem robi się rzeczy, których nie chce, ale trzeba je po prostu zrobić, żeby się przynajmniej przekona...

Łowy

Dziś będzie strasznie tendencyjnie, więc proszę z dużym przymrużeniem oka. Kto czytał "Dekameron", ten wie, o co chodzi. Nie takie rzeczy zresztą zdarzały się na tym blogu, Gorzka musi odpocząć troszkę.  Miała na sobie tę sukienkę. No właśnie tę sukienkę. Na cienkich ramiączkach i dopasowaną w pasie, że każdy kto patrzył, to zatrzymywał wzrok właśnie w tym jednym miejscu – tam gdzie kończyły się albo zaczynały ( to już zależy, co kto woli) – wcale nie takie małe, białe guziki. To z pewnością mógł stwierdzić, że by sobie z nimi poradził. I to już było bardzo wiele, bo ona z tymi guzikami usiadła akurat przy nim, a dół sukienka miała rozkloszowany i jak siadała, to jej tak ładnie spływała po bokach, że akurat smukłe łydki było widać i jeszcze kawałek uda. Wejrzała mu głęboko w oczy tymi swoimi brązowymi i zamrugała niewinnie jak dziecko, ale może mu się tylko przewidziało. Nad górną wargą miała kropkę z truskawkowego loda, którego właśnie zjadła. Taką samą krop...

Lubię jak się w niebie dużo dzieje

   Za oknem coś zaczynało się dziać. Była tylko jedna chmurka, a niebo przybrało lekko żółty kolor. Słońce nie było okrągłą o wyrazistych konturach kulą, lecz wyglądało jak rozlane mleko, w którego kałuży przegląda się jakieś sztuczne źródło światła. Tylko że tutaj nic nie było sztuczne. Ani chmura, ani słońce, ani nawet te nie wiadomo skąd powstałe, pędzące na łeb na szyję, chmury. Bo na pewno nie był to dym.  I nagle przesłoniły wszystko, co działo się na zachodzie, owinęły każdy jeden promyk, zadusiły, co się dało. A przecież były i inne nieba. Rozlane czerwienią albo bladym różem, pomarańczowo-żółte, fioletowo-granatowe. Były i takie, co spokój pamiętały, a czasami tłumioną tęsknotę. Były z okropną burzą i mewą na horyzoncie. Ze śmiechami i pocałunkami. Były i takie, co prosiły, żeby trwały wiecznie, ale i tak gasły jak wszystkie inne. Były też takie, co obietnicę składały, która się potem dopełniała.  Na szczęście to nie było dzisiaj. Dziś zachód dopełnił...

Zapchajdziura

Tadeusz Różewicz "Pożegnanie" Myślała że świat jest smutny dokoła że kwiaty są smutne i deszcz że smutek się zagnieździł w szorstkiej wełnie pachnącej rezedą że smutne są głosy odjeżdżających że smutny jest wesoły dorożkarz który pali z bicza myślała niebo i ziemia smucą się nad miarę a to kręciły się koła szybsze i dalsze Szerokie bezbrzeżne. Od pewnego czasu wszystko stanęło. No może nie całkiem stanęło, bo rusza się, ale zdecydowanie w ślimaczym tempie. Sprawy, które Gorzkiej niemalże właziły na plecy, teraz pozostały gdzieś tam w tyle, a ona się zastanawia, czy w ogóle warto. Wszyscy natomiast koncentrują się na zażywaniu domowych pieleszy. Głównie chodzi o przeprowadzanie wszelakich możliwych remontów, które jeszcze przed paroma miesiącami wcale nie były konieczne, które gdzieś tam sobie tkwiły w postaci nie do końca zidentyfikowanych projektów, ale w końcu doszły do drzwi i zapukały. Puk, puk, może to j...