Spojrzała Gorzka w definicję tego słowa, ale nie na wiele jej się zdała, no bo "wzmóc się nadmiernie" jakoś nie do końca oddawało jej tu to, co ona sobie umyśliła. Znalazła natomiast całą klikę słów podobnych, znaczy się tzw. synonimów, no i tutaj, to już się aż nadto rozmarzyła... No bo rozzuchwalić się, rozbuchać, rozkiełznać, rozbestwić, a nawet zdemoralizować się i w końcu zejść na złą drogę...
I tak z początkiem tygodnia Gorzka zeszła na złą drogę, aż tu chyba w środę rano, albo nawet wtorek wieczorem, nabiła sobie wielkiego guza o czerwony znak STOPu, bo go po prostu nie zauważyła. Roztarła czoło i potulnie stanęła, a nawet się zatrzymała. Każdy kierowca jednak wie, że znak STOP to jest taki znak przebiegły. Każe ci się zatrzymać, ale potem i tak jedziesz dalej, oczywiście jak się dobrze rozejrzysz. Więc Mrs. Gorzka też zaczęła się rozglądać ostrożnie, choć na początku zeszło z niej całkiem powietrze i już miała się wycofać... Ale na szczęście puknęła się w czoło, bo na skrzyżowaniu to raczej zawracać nie można, a nawet chyba nie wolno. Ostrożnie więc zaczęła się rozglądać i ruszyła powoli w tę swoją złą drogę. Tylko czy droga może być zła? Droga to droga. Gorsza, lepsza, łatwiejsza, przyjemniejsza, dłuższa, krótsza, kręta, wąska, szeroka... "Prostujcie swoje drogi" usłyszała w środku tygodnia, a ona właśnie była na tym skrzyżowaniu... I kto tam stawia te biedne znaki nakazu, zakazu, stopu... Tu możesz jechać, tu ci absolutnie nie wolno, tu musisz zatrzymać się i zastanowić, a tutaj nie możesz ani w tę ani w tę (to zresztą ulubiony znak Gorzkiej, bo ona wtedy nigdy nie wie, gdzie ma jechać). I jak ona ma sobie prostować te drogi...? Sama? Przecież ona nie jest inżynierem! No ale miało przecież być o rozpasaniu. No więc Gorzka w środku tygodnia przyhamowała, ale potem ruszyła z kopyta i dalej się rozpasa, a najgorsze że jeszcze kogoś w to wciągnęła. Rózgę na nią trzeba, a Mikołaj przecież już był...
Komentarze
Prześlij komentarz