A miało być podsumowanie. Już wczoraj Mrs. Gorzka zaplanowała, że zajrzy w te swoje czeluście i może nabierze w końcu dystansu do siebie. Zaczęła ładnie od stycznia (oczywiście tego roku, bo głębiej nie była w stanie sięgnąć) i na dwóch pierwszych wpisach zakończyła. Nie miała dość siły, żeby siebie więcej czytać. Bo wpisy z początku roku wydały się jej jaśniejsze, weselsze i tak się pokłóciły z jej obecnym stanem duszy, że poczuła się, jakby nie o sobie czytała, tylko o kimś innym. Tak jej się zdało, że od lata było coraz gorzej i jest, że poza grudniowym piecem, w którym hula ogień, są braki ciepła i światła, że wpisy Gorzka robiła na siłę, żeby tylko udowodnić sobie, że ona nie jest cienki bolek, że ona sobie ze wszystkim świetnie radzi. Że nikt jak ona nie potrafi oswajać potwora, bo gdy rano wstaje z łóżka, nie boi się, że jakieś kły spod łóżka złapią ją za kostkę i będą próbowały odgryźć stopę, albo w lesie na bagnach wcale nie odwraca się szybko za siebie przy lada...
Blog ma charakter terapeutyczny. Mrs. Gorzka to w 100% fikcyjna postać.