Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ale urosłam...

Wycieczka na bagna mogła się tylko tak skończyć. Chociaż Gorzka tak na prawdę nie wie, czy to wina bagien, czy może kotów, czy może przypadku... Mrs. Gorzka nie wierzy w przypadki, to nie przypadki chodzą po ludziach, to ludzie po nich chodzą, jak chcą i kiedy chcą. A potem tylko zwalają na przypadki albo jeszcze co lepsze na czarnego kota, trzynastego, rudego, kobietę w ciąży, lewą nogę, potłuczoną szklankę, upadłe nożyce i bóg wie co tam jeszcze...  Zaniedbała się widocznie jednego dnia, tak tak, pamięta, nie miała siły się umyć albo było jej wszystko jedno. Umyła tylko zęby i poszła spać, ale to musiało się stać wtedy. Na udzie został ślad. A rano zwykle Gorzka swoje uda ogląda, bo jej się podobają w końcu, ale ostatnio była zabiegana i nie obejrzała ani ud, ani łydek, ani piersi, poszła natomiast do fryzjera i po raz drugi w życiu zdecydowanym głosem powiedziała do niego, co chce zobaczyć na głowie. Nie zmienia to jednak faktu, że na udzie został ślad i z dnia na dzień ...

"trzeba chodzić w masce"

"poszłam w masce zawinięta w pelerynę ciemną  z oczami zwężonymi  w migocące sierpy szczęście mnie nie poznało i tańczyło ze mną nie wiedząc że to jestem ja której nie cierpi los też mnie nie poznał i pomyślał sobie czemuż nie mam dogodzić tej obcej osobie"                  M. Pawlikowska-Jasnorzewska Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że oto stanie się.  Szanowni Państwo proszę usunąć ze swojej świadomości, że to mnie nie dotyczy, że niemożliwe, że ja też, że no jakże tak, przecież mnie się takie rzeczy nie zdarzają, takie rzeczy to się w ogóle nie zdarzają, no chyba że w książkach. To są jakieś dyrdymały. Ja to jestem realistka, przydarza mi się tylko to, co sama zamyślę, zaplanuję, żadnych dziwnych, nieproszonych  niespodzianek nie przyjmuję, ode mnie proszę z daleka. Założę ciemną pelerynę, zawinę się w nią szczelnie, maskę nałożę, nikt mnie nie pozna i będę sama, bo samej mi...

Ech ci hedoniści

Czasem trzeba siebie utulić. Czasem trzeba umieć sobie zrobić dobrze.  Żeby nie zwariować. A Gorzka ostatnio o tym zapomniała i od paru miesięcy chodzi,         jakby czekała na koniec świata.  Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, (jak to dobrze, że to już nie jest prawie środek nocy), wymknęła się znów na bagna. Podobno to ostatni taki ciepły wieczór. Teraz ciężko się tam chodzi. Wąskie przejścia są tak osnute pajęczynami, że Gorzka wychodząc  z nich wygląda niemal jak olbrzymi kokon, ciężko jej to nawet zdjąć z siebie i nawet nie stara się myśleć o tym, ile pająków ma we włosach, pod bluzką, w butach, udaje, że nie czuje delikatnego łaskotania w najróżniejszych miejscach na skórze, zaciska zęby i idzie dalej.  Teraz jakoś pajęczyny zrobiły się wyjątkowo lepkie, a może to Gorzka się bardziej poci  ze strachu? Są grubsze i bardziej tłuste, że jak się przykleją do ciała, nie sposób ich w ogóle zdją...

Śruba

Przykręcamy mocno, jak się da  i sprawdzamy,  czy jeszcze wytrzyma. No przecież żyję na całkiem porządnej, mocnej  śrubie. Rdzy ani śladu. No żyję. Co dzień  śpię, jem, ubieram się, czytam, myślę, pracuję, jestem wszędzie tam, gdzie się  da. Wystarczy jeden telefon i jedno słowo i jestem. Jestem. Mam na to dowody w postaci chociażby wykonanych rozmów, notatek czy ugotowanych posiłków.  JESTEM.  I dokręcam.  Gorzka dokładnie wie, w którym miejscu tkwi w niej ten niby gwóźdź. Na plecach między łopatkami, tam gdzie nie sięga ręką, żeby się posmarować balsamem. I to miejsce jest zawsze nie takie jak trzeba. Od lat. Suche i nie dogłaskane, ale jak Gorzka ogląda je w lustrze, to wygląda tak samo jak reszta, ale to właśnie tam jest.  To dziwne, że wystarczą trzy kieliszki wódki, żeby stwierdzić, że jednak jej chyba nie ma. Czy naprawdę mnie nie ma? No nie, mam dowody przecież... Co tak naprawdę jest dowodem? To co potwierdzę...

Ech te zachody

     Kiedy świat wygląda piękniej? Przy wschodzącym słonku czy może zachodzącym słońcu? Który z nich budzi w nas rzewniejsze uczucia?  Kiedy ten ścisk w piersi jest silniejszy?  Rano czy wieczorem? Mrs. Gorzka objadła się z rana (choć wcale to już takie rano nie było) cukierków, czekoladek, ciasteczek, wypiła niemiłosiernie słodką kawę, że aż nie kawę, a wszystko przez to, że zaspała na słonko, bo gdy się obudziła, było już wysoko. Tak okropnie zaczął się jej dzień, że musiała sobie to jakoś zrekompensować. Całe szczęście, że wie, dlaczego się tak objadła, jest szansa, że będzie można tego w przyszłości uniknąć i ze spokojem stwierdzić, że to jeszcze nie kompulsywne obżeranie się. I mimo że po południu ucięła sobie też drzemkę, to nie zaspała już na wieczorne słońce. Spektakl zaczął się około dwudziestej. Skąd ci wszyscy ludzie się tutaj wzięli? Gorzka przecierała oczy ze zdumienia... Że też ludzie tak bardzo pragną choć odrobiny tej metafi...

Lament katolicki

         Gorzkiej śni się często, że pływa. Nie w bagnie oczywiście, ale w krystalicznie czystej, świeżej wodzie, i że jest głęboko pod wodą, i że zawsze wypływa na powierzchnię. Dzisiaj jej się śniła wzburzona woda, a ona obiecała sobie, że przepłynie te pięć okrążeń, a na środku gdzieś stwierdziła, że sprawdzi, jak to jest być pod wodą i nic nie robić, bo ramiona zrobiły się jakieś ciężkie, ręce, dłonie i Gorzka nie miała już siły, i chyba nie chciała już wystrzelić w górę, tylko zostawić wszystko w spokoju. A potem to już nie wie, co się działo, bo albo sen się skończył albo się obudziła.        Kto pływa, ten wie, że wcale nie jest trudno wypłynąć na powierzchnię, a ta woda to czasem na siłę cię wypycha, a jeśli jeszcze zaufasz prawom fizyki i przestaniesz się szarpać, to wtedy dopiero poczujesz się jak ryba w wodzie. Skąd się bierze w ludziach strach przed wodą? Prababcia, babcia i mama zawsze powtarzały: "Nie wolno ...

"Znów ta miłość" Doris Lessing

         Lato. Spektakl w środku lasu. Zapach rozgrzanej żywicy miesza się z pyłem suchego piasku, którego mnóstwo pod nogami. "Ostatnie promienie słońca ślizgają się po przypadkowo wybranych przedmiotach". Wszystkiemu towarzyszy przejmująca muzyka fletów, obojów i cykad. Fascynująca historia nieszczęśliwej miłości zapomnianej artystki namiesza w życiu poważnym ludziom, bo przecież "nawet bóg nie jest mądry w  miłości"... To moje trzecie podejście do tej autorki i znów, gdy skończyłam, zupełnie nie wiem, co myśleć o książce. Może proste "ręce mi opadły" wystarczy? I pomyśleć, że w trakcie czytania już miałam odłożyć, dać sobie spokój, bo środowisko reżyserów, aktorów teatralnych i całej reszty pracującej przy spektaklach, to nie mój świat (choć teatr bardzo lubię). Męczyłam się okropnie czytając i właśnie w połowie książki naszła mnie genialna myśl, że to być może zabieg celowy autorki. Miłość -  "stan ten uważa się powszechnie za ...

Czuję miętę

       Na drewniany stół padały ciepłe promienie wieczornego, lipcowego słońca. Pomalowane na brązowo drewno dzięki temu stało się niezwykle miękkie i gładkie. Nawet stojące na stole talerze, choć brudne, wyglądały przyjemnie. Dodatkowo światło rozpraszały wiszące w doniczkach kwiaty, zioła i pomidory. Pachniało bazylią i miętą. Listki mięty pływały również w szklance z wodą, a wraz z nimi dwie małe muszki. Nie było wiatru. Wszystko zastygło i czekało na nie wiadomo co.       Po stole kroczył powoli mały żuk. Przystawał co chwilę i rozglądał się na boki badając delikatnie przestrzeń między nim a jego długimi czułkami. W chwili gdy poczuł, że żadnego niebezpieczeństwa nie ma, ruszał znów kilka kroków do przodu. A droga przed nim była prosta i jasna, bo talerze stały z jednego boku, a szklana z drugiego, poza tymi dwoma przeszkodami, stół był pusty i czysty, nawet drobna kałuża z miętowej wody już dawno wyparowała. Ale skąd t...

Skrzydełko czy różek?

      Znowu się Gorzka gdzieś zapodziała. Od pewnego czasu budzik ma wolne, nic jej więc ze snu nie wyrywa gwałtownie, nic  nie każe wcześniej iść spać. Dni się jakoś dziwnie rozmyły. Kiedy wschód, a kiedy zachód? Kiedy noc, a kiedy dzień?  Pory posiłków się jakoś dziwnie poprzestawiały, albo ubyło ich może nieco, coś ważnego wyznacza się samo tylko w te dni, które Gorzka odnotowała wcześniej w kalendarzu i nie zapomniała do niego zajrzeć. A deszcz systematycznie zaburza codzienne wymarsze na bagna, a brak słońca odebrał wszelakie chęci do czegokolwiek... Głowa Gorzkiej utkwiła gdzieś tam wysoko w chmurach, zaklinowała się w tych obłokach, a ona ciągnie i wyciągnąć nie może...     Niezdrowo jest tak nic nie widzieć, nic nie słyszeć, oj niezdrowo. Dość gwałtownie z tego marazmu wyrwał ją pewien niechciany osobnik, którego ogon kończył się na 9,98. Zaatakował od strony wirtualnej, kiedy Gorzka przypadkiem zajrzała w swoje zobowiązania...

Księżniczka na ziarnku grochu w wydaniu prowincjonalnym

       Całe życie to przerabianie w kółko wciąż tych samych historii. Albo dobra zabawa albo męka.  Znowu rano trzeba było wstać i zbierać od nowa te rozsypane koraliki. Gorzką kolana rozbolały, a te małe upierdliwce powlatywały wszędzie, w każdą najmniejszą dziurkę, jakby tam nie wiadomo co było. A tam kurz co najwyżej. Na ile Gorzka nastąpiła kolanem, na ile stopą, na ile dłonią? Porobiły się od tego na ciele takie śmieszne odciski. Najzabawniej wyglądają kolana, a tu trzeba sukienkę założyć dzisiaj, która kończy się trochę nieco ponad nimi. Może samo posmarowanie wystarczy? Ale to nie wygląda przecież tak, jakby Gorzka klęczała na paciorkach, to wygląda tak, że Gorzka przebyła kawał drogi na klęczkach w nie wiadomo jakim celu. Nie na stopach, ale na kolanach. Bolą i pieką, a ona tylko zbierała takie małe, różnokolorowe. A tu codziennie trzeba zbierać te drobiazgi i się nie skarżyć i jeszcze udawać, że jest się zadowolonym i za wszystko wdzięc...

Po deszczu II (ciao ciało)

         Wczoraj ulice były pełne kwiatów. Dziewczynki brały całe garście i rzucały wprost pod nogi te aż ciężkie od zapachu płatki róż, jaśminu, piwonii. Gdy Gorzka otworzyła okno samochodu, aż uderzył ją po nosie ten gorący zapach. Słońce grzało niesamowicie i roztapiało na asfalcie te różnokolorowe płatki. Oprócz kwiatów pachniały jeszcze damskie sukienki: różowe jak róże, niebieskie jak chabry, żółte jak... jak żarnowiec,  bordowe piwonie, czerwone maki, białe margaretki i zielone strzeliste brzozy, przycupnięte akacje, zwiewne bluszcze, falbaniaste lewkonie... Stojące w korku samochody przyczajone jak żuki w zbożu falowały na słońcu i jeszcze dodawały ciepła rozgrzanym uczestnikom procesji. Co drugi wycierał czoło chusteczką, co trzecia dyskretnie sprawdzała plamę pod pachą na odświętnej sukience, tylko dzieciom świeciły się figle w oczach. A samochody stały i czekały na odpowiedni znak ręką, żeby znów ruszyć z kopyta. W pewnym momencie...

Wszyscy jesteśmy tacy malutcy

     "A ja siedzę pod..."                                               a ja siedzę pod piecem i staram się przychwycić na gorącym uczynku - czas delikatne falowanie firanek fosforyzowanie ścian taniec książek na drewnianej półce abstrakcyjny liść na dywanie meksykański kwiat w jednym oddechu zamykam                      Halina Poświatowska         Dzień zacząć trzeba, jak co dzień  zacząć trzeba go i zamknąć. I zacząć trzeba noc, i noc też się skończy. Spróbujmy zacząć go sami, nie przypadek, który wyrwie nas gwałtownie na nogi i sam wszystko poustawia, ale sami. Gorzka nastawiła budzik...

Być jak Forrest Gump?

      Któż by nie chciał przejść pieszo całego świata? Pewnie niektórzy woleliby samolotem albo samochodem, ale nie ma to jak własne nogi. Gorzka tak sobie na nie patrzy, na te swoje własne i zastanawia się, gdzie ją jeszcze zaniosą i jak to jest mieć chore stawy. Właśnie z rana sobie uprzytomniła (znów myślała leżąc, ale krótko), że jej skłonność od dziecięctwa do chodzenia na boso i niechęć do używania skarpet wszelakich, może się jej kiedyś odbić czkawką, jeżeli już to nie nastąpiło. Póki co można powiedzieć, że jest to na razie delikatne nocne i ranne tylko sztywnienie stawów, od którego nie można zejść ze schodów, ale jeśli dojdzie do tego ból? I tak sobie Gorzka myśli, że za późno zaczęła chodzić, że wiele rzeczy zaczęła za późno. I nie ma co patrzeć na innych, że inni też jeszcze nie zaczęli, bo pewnych rzeczy można po prostu już nigdy nie zacząć, bo się będzie odwlekać, aż tu nagle wielkie krach.  I znajomi zawsze jej powtarzali: "Weź ty załóż te s...

Trzy majowe przemyślenia

Ślepa jestem. Oślepiona majem. Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy. I ustami tylko poznaję, żeś ty nie ty... ( Ślepa, M. Pawlikowska-Jasnorzewska)        W majowy poranek Gorzkiej przypomniał się wierszyk. Rzeczywiście bzy pachną jak szalone, że nawet nie wie, który bardziej biały czy niebieski... Prócz bzów pachnie poza tym wszystko inne, nawet młode ledwo rozwinięte liście i rozgrzana od słońca wilgotna, bagnista ziemia.  I  kocie futro pachnie kwiatkami, gdy kot przychodzi rano na śniadanie. Jest ciepłe i miękkie, i poperfumowane. Ale nie, to nie sąsiadka trzymała kocię na rekach, to kocię leżało w ciepłej porannej rosie na polnych białych i błękitnych kwiatuszkach. I przyniosło trochę tego zapachu właścicielce do domu, której się nie chciało wcześniej wstać...  W maju ludziom robią się dziwne oczy, no może nie wszystkim, ale od czasu do czasu spojrzy Gorzka w jakieś dziwne, nieobecne albo szalone. Wystarczy tylko im się nieco poprzypatr...

Sposób na niejadka

       Nic mi nie przychodzi do głowy, mogłaby Mrs. Gorzka powiedzieć, ale zamiast tego siada i myśli. Lepiej myśli się w pozycji siedzącej lub stojącej, najgorzej myśleć na leżąco, a Gorzka właśnie to uprawia codziennie rano w łóżku, zanim zadzwoni budzik. Okno od wschodu sprawia, że budzi się znacznie wcześniej i myśli. A po jaką cholerę? Nie lepiej po prostu wstać i coś zrobić, cokolwiek, zamiast leżeć i myśleć. Statystycznie obserwacja wschodu słońca, szczególnie na świeżym powietrzu, powinna wprawić ją w pozytywny nastrój, ale Gorzka jest poza statystykami, Gorzką trudno objąć czymkolwiek. Zamiast więc myśleć, lepiej wstać. Stojąc lub chociażby siedząc, myśli w głowie układają się inaczej, bo po pierwsze nie patrzy się w sufit, ścianę lub lustro, tylko daleko przed siebie i można ujrzeć coś ciekawego, na co wcześniej nie zwróciliśmy uwagi, a to tam zawsze było. A po drugie można patrzeć też blisko i też się może okazać, że i tego też wcześniej nie...

Psi raj

     W tygodniu było już uporczywe słońce, które świeciło Gorzkiej natrętnie prosto w oczy, że musiała przysłaniać je ręką. Idąc, uderzała już głową w zielone pączki, a butami szurała po młodych pokrzywach i stokrotkach. W ulubionym miejscu jeszcze nie było żółto, na razie tylko delikatnie zielono. Nie było też jeszcze tego dusznego, słodkiego zapachu z tych maleńkich białych płateczków, zwanych pospolicie kutarbą. Teraz jeszcze dominuje świeży zapach budzącej się ziemi i lekko słodko-gorzki rozwijających się wszelakich zielsk. Tylko tam gdzie stoi woda, unosi się nieco zgniły zapaszek, ale tylko patrzeć, jak buchnie hmm... świeżością? Nowym życiem?  Tam gdzie wcześniej gniło, tam potem najbujniej rośnie. Tak, te pokrzywy będą Gorzkiej sięgać do pach, a trzciny i inne bliżej niezidentyfikowane rośliny dużo ponad głowę. Nie słychać już teraz przeraźliwych żurawich wrzasków, ale każdemu krokowi Gorzkiej towarzyszy bąk. (Tak go sobie Gorzka nazwała.) Niezwykl...

Z czym by tu zjeść kanapkę?

       Mrs. Gorzka dziś jeszcze w łóżku zrobiła się głodna. Czy to zasługa słońca, wyższej temperatury, czy może postu, tego Gorzka nie wie. Tak czy siak, obudził się w niej delikatny apetyt. Co tu jednak zjeść, jak czasu mało? Płatki błyskawiczne z prędkością światła pojawią się na stole, ale płatków brak, bo ostatnio wyklejała nimi mozaikę, a mleko wypił kot. Wszystko inne wymaga mniej lub więcej czasu. Więc może kanapkę?  Tak, Gorzka zrobiła sobie kanapkę. A potem przypomniała sobie, że ona przecież dzisiaj nie pracuje, więc po kiego diabła wstawała tak wcześnie i jeszcze do tego zrobiła sobie śniadanie? A tak, przecież poczuła głód... To całkiem naturalny odruch, że gdy jesteś głodny, to sięgasz po jedzenie, gdy chce ci się pić,           to pijesz, pragniesz snu, to starasz się położyć, gdy chcesz tańczyć lub śpiewać to... no właśnie co? Tańczysz? Śpiewasz? A gdy chcesz ryknąć porządnie ta...

Grupa wsparcia

         Patrzy Mrs. Gorzka w swoją klawiaturę z rana, palce delikatnie rozciąga nad nią, jakby coś czarować chciała, a tu nic. Ona milczy. Nawet usta zacisnęła w kreskę, że nawet jednego zęba nie widać. Jak zaklęta milczy. A to ci łajza jedna, ani mru mru... Gorzką zamiast nosić, senność zaczyna ogarniać, kawę więc sobie zaparzyła i siedzi. Pasjansa sobie włączyła i tak przekłada te karty, i znów sen ją morzy. Może by tak coś pooglądać, posłuchać, może wtedy coś przemówi. I takie chwile są najgorsze, bo Gorzkiej straszne głupoty do głowy zaczynają przychodzić. Z drugiej strony znowu, przynajmniej się ze sobą nie nudzi... Najpierw pomyślała o dentyście. Że musi umówić sobie wizytę. Okazało się bowiem, że Gorzka musi usunąć zęba, a pewnie nawet dwa. Te, co to wyrastają człowiekowi, jak zaczyna mądrzeć. No i chyba w końcu nadeszła odpowiednia chwila, bo już tak długo zwleka, że jeszcze coś ją zacznie boleć. Ale to będzie jej pierwszy raz! Mu...

Wielki Tydzień

Poniedziałek W wielki poniedziałek Mrs. Gorzka postanowiła przesiąść się ze swojego osobistego środka lokomocji - pożeracza oleju - do miejskiej komunikacji publicznej. Z tego powodu ustawiła się w dość długiej w kolejce, aby zakupić bilet. Dziwnie czuła się w tej nieco już zapomnianej, ale przecież nie nowej  sytuacji, tym bardziej że na swoich plecach przez całe piętnaście minut niemalże dźwigała dość pokaźnego pana, który postanowił się do Gorzkiej nieco przytulić. Niestety nie wiadomo w jakim celu. Zawiodło tym razem, o zgrozo, chłodne spojrzenie, w które Gorzka od czasu do czasu się ubiera, by pozbyć się natrętów i musiała się zgodzić na tę okoliczność. Nie miała dzisiaj również siły, żeby coś powiedzieć, odezwać się, nie próbowała również przesunąć się w drugim kierunku, żeby czasem w podobny uścisk nie objąć stojącego przed nią młodego chłopaka. Gorzkiej aż się za gorąco z tego wszystkiego zrobiło i odchodząc poczuła wielką ochotę na wizytę na stacji benzynowej, a prz...

"A po nocy przychodzi dzień...

       ... a po burzy spokój. Nagle ptaki budzą mnie, tłukąc się do okien. Znowu w drogę trzeba iść,  w życie się zanurzyć, chociaż w ręce jeszcze tkwi, ledwo zwiędła róża..." Burza przeszła, nawałnica, naprzewracała, naniszczyła, narozrabiała, ptaki tłukły w szyby... I gdzie ten spokój? Gdzie ta cisza? Ktoś Gorzkiej wytłumaczy? Tłuką w okna ptaki, szamocze się  Gorzka na swoim łańcuszku i wyje. I w życiu chce się zanurzyć, może wytłuc te witraże, wszystkie zwiędłe róże wyrzucić, a postawić bukiet jasnoróżowych goździków... Gorzka - chodząca oaza spokoju, a w środku bulgoczący gar z niezidentyfikowanym wywarem. Wszystko w nim jest. Wkładała w siebie, wkładała przez połowę życia i nic, tylko się dalej gotuje. Mieszanka wybuchowa. Cukierek czekoladowy, wagony mokrych chusteczek, marchewki, gwoździe, tyskie ponad wszystkie, goździki, róże czerwone, wino, kilkadziesiąt paczek papierosów, kilkaset tysięcy przedeptanych mokradeł, rakija z miodem, ośc...